czwartek, 27 lutego 2014

ROZWAŻANIA O MACIERZYŃSTWIE..faza uświadamiania samej siebie

Kiedy spodziewałam się dzieci byłam pełna obaw- czy będę dobrą mamą, czy zajmę się dzieckiem w odpowiedni sposób, czy wychowam je na dobrego człowieka, jak uda mi się pogodzić życie rodzinne z życiem zawodowym?
Gdy dzieci pojawiły się na świecie, najchętniej zamknęłabym je w klatce aby nikt nie miał do nich dostępu, nikt ich nie oglądał, nie trzymał, nie bawił się z nimi. Czułam się niekomfortowo kiedy słyszałam tysiące rad jak zajmować się dziećmi..Pewnie po porodzie większość matek jest typem lwicy, która chroni swoich małych.
Początkowo poczucie tęsknoty, obwinianie siebie za to że zostawiam dzieci z babcią w domu by  zarabiać pieniądze, brak kontroli nad tym co dzieje się z dziećmi przez 24 h zaczęło zanikać. Z każdym miesiącem koordynowanie działań w sferze opieki nad dziećmi, dbania o ognisko domowe i pracy zawodowej wychodziło coraz lepiej.  
Zrozumiałam, że dzieci tak samo jak mamy, taty, rodzeństwa  potrzebują babci, dziadka, towarzystwa innych dzieci czy dorosłych. To buduje ich relacje w stosunku do otoczenia, kształtuje ich osobowość, uczy różnorodnych zachowań.
Do niedawna powtarzałam, że powinnam być z dziećmi cały czas, powinnam nie wracać do pracy. Teraz wiem, że zajmowanie się czymś innym niż przewijanie pieluch, przygotowywanie mleka, sprzątanie, gotowanie obiadków, podawanie lekarstw dzieciom w czasie choroby i siedzenie przy ich łóżkach nocami nie do końca daje mi poczucie spełnienia jako kobiety, bo wtedy wszystko kręci się wokół dzieci i domu. 
Kobieta – matka musi mieć przysłowiową "odskocznię"- spotkania i rozmowy ze znajomymi, poczucie odpowiedzialności za powierzone w pracy zadania, chwile na własne przyjemności, wyjście bez dzieci na zakupy, angażowanie się w wiele inicjatyw społecznych... Oczywiście nadal staram się wypełniać rolę mamy jak najlepiej ale kiedy „wróciłam” do wszystkich sfer mojego życia czerpię dużo więcej radości z każdego dnia! Jest wiele spraw, które należy łączyć każdego dnia, często bywa trudno ale dajemy radę! Ja, mąż i dzieci potrafimy lepiej wykorzystać wspólnie spędzony czas, częściej się uśmiechamy do siebie, dzielimy obowiązkami, których wykonywanie często staje się zabawą. Staramy się również wydzielić czas tylko dla każdego z nas..:)

ROZTERKI PRZEDSZKOLAKA

Przedszkolak- jak on dużo już potrafi! Poranna toaleta, ubranie się czy posłanie łóżka to „pikuś” - „Pan Pikuś” :) Osłodzenie herbaty, ubranie butów, posprzątanie zabawek to też „bułka z masłem”. 
A jak dużo mówi i to na wiele tematów. Jest bardzo elokwentny. Często zaskakuje mnie wieloma wypowiedziami zwłaszcza jeśli chodzi o chodzenie do przedszkola. Tajemnicą nie jest, że wolałby zostawać ciągle pod opieką moją lub babci, ale ja uważam że każde dziecko powinno chodzić do przedszkola. Mimo, że początki mieliśmy tragiczne jeśli chodzi o rozłąkę, emocje, hetrolitry wylanych łez, to nadal twierdzę że przedszkole jest dzieciom potrzebne..Mój synio należy do grupy dzieci, które zdecydowanie wolą domowe pielesze. Poranki często wypełnione są strachem, obawą przed czymś nowym, nieznanym, wymyślaniem wielu dolegliwości chorobowych... Bywają jednak takie poranki, gdy synio z niecierpliwością czeka na moment wyjścia do przedszkola: bo rytmika, bo występy, bo teatrzyk, bo przyjaciel czeka, bo wyjście do kina..ostatnio na „Klocki Lego” :)
Zawsze w pamięci będę miała najlepsze teksty syna, związane emocjonalnie z przedszkolem:
-„Zabierz moje paputki, ubrania i maskotkę- już jutro tu nie wrócę!” :(
-„Zmarnowałaś mi życie tym przedszkolem!” :)
- „Nie mogę dzisiaj iść do przedszkola bo mam strasznie dużo pracy w domu!” :)
- „Zadzwoń do babci i zapytaj czy po feriach nie zapomniała gdzie znajduje się moja sala i jaki jest kod do drzwi wejściowych.”:)
-„Proszę Pani proszę zadzwonić do mojej babci. Jeśli ma jeszcze gości to proszę jej i przekazać aby gości przeprosiła, że muszą już iść bo przecież mnie musi punktualnie odebrać z przedszkola”
-„Wiesz że mam narzeczoną w przedszkolu? Nawet dwie!”
-„Wiesz dlaczego piszę odwrotnie literki? Bo tamte mi się znudziły!” (Indywidualista)

czwartek, 6 lutego 2014

WEEKENDOWE RODZINNE ŚNIADANIE

Kiedy otwieram oczy w sobotni lub niedzielny poranek słyszę już moich małych chłopców:
-"Mamusiu mamy dzisiaj rodzinne śniadanko?!"Wstawaj musimy wszystko przygotować! (swoją drogą dlaczego nigdy nie obudzą tatusia, hmmm?)
- "Oczywiście, jesteśmy przecież dzisiaj wszyscy razem, nigdzie się nie spieszymy, więc nie może być inaczej.."
Dlatego właśnie celebrujemy te wspólne dni, rozpoczynając od wspólnego śniadania..
Chłopcy wyjątkowo szybko się ubierają, wykonują poranna toaletę i pytają co będziemy gotować.
Pomysłów jest wiele..Często gotuję dzień wcześniej warzywa na sałatkę jarzynową bo wiem ile frajdy będą mieli chłopcy z krojenia warzyw. Obieram warzywa, daje chłopcom deseczki i nożyki z okrągłą końcówką i serce się raduje gdy widzę małe rączki, które już tak dużo potrafią :) Potem wspólne mieszanie i oczywiście wstępna degustacja. Przygotowujemy nakrycie do stołu, wspólnie przygotowujemy posiłek. Siadamy RAZEM do stołu.
Zamiennie do sałatki przygotowujemy fantazyjnie przybrane jajka ugotowane na twardo- łódeczki, muchomorki, pingwinki; omlety, jajecznicę, naleśniki z różnym nadzieniem..bo nie ma nic wspanialszego niż poznawanie nowych smaków wspólnie z dziećmi :)

CIASTECZKA MAŚLANE DLA MALUCHA

Składniki:
250 gram mąki pszennej
125 gram masła
125 gram cukru pudru
1 całe jajko
1 cukier waniliowy
szczypta soli

Wymieszać, wyrobić ciasto i włożyć we woreczku foliowym do lodówki na 45 minut. Po upływie tego czasu ciasto podzielić na mniejsze części, rozwałkować na posypanym mąką blacie i wykroić foremki. Blachę wyłożyć papierem ok. 10-12 minut w 175 st. C.

O MNIE

"Pozostaw po sobie to co jest w Tobie"